Pierwsza lekcja z native'm - praktyczny przewodnik

Dzisiejszy post nie będzie związany z tym - czy lepszy jest polski nauczyciel czy native do regularnych zajęć z języka obcego. Tytułowy przewodnik kieruję do osób, które z jakichś powodów na taki wariant nauki języka się zdecydowały albo intensywnie nad tym myślą. 



KIEDY ZDECYDOWAĆ SIĘ NA LEKCJE Z NATIVE'M?

Najlepiej jak najwcześniej, ale też bez przesady. Wydaje mi się, że najbardziej skorzystają na tym osoby na poziomie B1 w zwyż, ale i tu nie ma reguły. Ja na lekcje z francuskiego (z native'm) zdecydowałam się już na poziomie początkującym (mój nauczyciel zna francuski i angielski) i uważam, że była to dobra decyzja. Tak naprawdę według mnie każdy poziom jest dobry, jeśli wiemy czego chcemy i jak nasze oczekiwania spełnić. 

JAK WYKORZYSTAĆ LEKCJE Z NATIVE'M, CZYLI JAK PRZYGOTOWAĆ SIĘ DO ZAJĘĆ I NA CO ZWRÓCIĆ UWAGĘ?

Zanim przejdę do konkretów - jedna istotna uwaga: nauka języka ZAWSZE leży po Twojej stronie i zależy w 100% od Ciebie. Kurs, nauczyciel, zajęcia z native'm, materiały autentyczne czy standaryzowane to tylko NARZĘDZIA, które mają Ci pomóc. Żaden nauczyciel nie nauczy się języka za Ciebie i naprawdę warto być sobie sterem i okrętem i w przemyślany sposób podejść do nauki tak naprawdę czegokolwiek.

Zastanów się, jak chcesz żeby Twoje zajęcia wyglądały i jak połączyć je z Twoim systemem nauki. Pamiętaj, że nauka języka to tak naprawdę praca nad 5 kompetencjami: mówienie, pisanie, czytanie, słuchanie i gramatyka. Wiesz już na pewno, że czytanie i słuchanie to TWOJA PRACA WŁASNA. Gramatyka - mądrze zaplanowana - 50% na zajęciach i 50% pracy w domu (mogą być też inne proporcje nawet - 100% pracy własnej wszystko zależy od Ciebie) 

Wiesz już zatem, że wszystko zależy od Ciebie, dlatego lekcje powinny stanowić sprawdzenie=weryfikację Twoich samodzielnych wysiłków (=Twojej pracy własnej). Pisz wypracowania, maile do klienta, opowiadania, dialogi i w ramach lekcji poproś nauczyciela o sprawdzenie. Ja w przypadku francuskiego proszę też o to by nauczyciel pozwolił mi ten mój tekst przeczytać na głos i poprawiał na bieżąco moją wymowę.

Zasada numer dwa brzmi również tak, że na lekcje powinno się przychodzić ,,z czymś" - czyli opracowanym przez nas tematem. Ja uprzedzałam mojego nauczyciela od samego początku, że wiem, że jestem dziwna, ale chciałabym mu opowiedzieć o 

- np. filmiku, który obejrzałam w języku obcym na temat wakacji/pandemii/rozmowy kwalifikacyjnej/ulubionych kolorów/ studiów etc. 

- np. o opowiadaniu, którym czytałam bądź artykule 

- np. o jakimś ogólnym temacie, który mnie interesuje 

- czy choćby o moim psie (cokolwiek) 

i pytałam nauczyciele czy w związku z tym moglibyśmy w tym kierunku pójść na zajęciach. Krótko mówiąc - wspomniany filmik, opowiadanie czy wypracowanie napisane przeze mnie na wybrany temat stanowi punkt wyjścia do dalszej rozmowy bądź dyskusji.


👉POZIOM POCZĄTKUJĄCY

Na tym poziomie dobrze byłoby zadbać o znalezienie native'a, który zna język, którym i Ty się posługujesz - nie musi być to koniecznie język polski, bo być może znasz dobrze angielski albo jakiś inny, w którym możliwe będzie uzyskanie wytłumaczenia czegoś, czego nie zrozumiesz. 

I co dalej?

Przykładowo: w domu wybierałam sobie jakiś filmik na yt dot. np. urlopu spędzanego na plaży. Sprawdzałam sobie słówka z tym związane: urlop, plaża, morze, słońce, piasek, turyści, opalać się. wyspa, relaksować się. lato, kurort, hotel, pływać, nurkować, drinki itd.. Następnie ten filmik oglądałam tyle razy aż coś zrozumiałam, wypisywałam sobie zwroty, słowa, które w nim występowały. Potem układałam wypowiedź na ten temat (sprawdzałam gramatykę,  słówka etc.) i uczyłam się tego, co udało mi się ułożyć - niekoniecznie na pamięć, ale czytałam to na głos po kilka razy i oswajałam się z tym. Następnie układałam też zdania dot. mojej opinii na ten temat i kilka pytań do mojego nauczyciela. Przykładowo: Uważam, że leżenie na plaży jest relaksujące, ale wolę aktywną formę spędzania czasu. Albo: Moim zdaniem opalanie się prowadzi do poważnych chorób i nie jest zdrowe. Bądź: według mnie spędzanie swojego urlopu na plaży jest najlepszą formą odpoczynku itd. 

Prosiłam native'a również o korektę mojej wypowiedzi - poprawianie wymowy, błędów itd. Na koniec zadawałam też pytania mojemu nauczycielowi - a jak Ty lubisz spędzać urlop? Gdzie lubisz jeździć? Co lubisz robić? (wbrew pozorom umiejętność zadawania pytań jest kluczowa a bardzo często pomijana w nauce). 

Następnie na zajęciach sprawdzaliśmy moje wypracowanie i nauczyciel odpowiadał na moje pytania. I wbrew pozorom lekcja bardzo szybko mijała :).

A ja wiedziałam, że po lekcji mam za zadanie przeanalizować sobie wszystko i nauczyć się teraz skorygowanej wypowiedzi prawie, że na pamięć,  ponieważ sprawdzone zdania wiedziałam już, że zostały poprawione i w związku z tym są poprawne a ja zyskałam umiejętność wypowiadania się na temat urlopu. ;).

Zamiast filmiku, zdarzało się również układanie dialogów na różne tematy i potem weryfikowanie ich przez nauczyciela. 

Jak widać - mimo poziomu początkującego lekcje są od samego początku przede wszystkim aktywne a nie bierne w postaci wpisywania luk czy zaznaczania abc. 

👉 POZIOM ŚREDNIOZAAWANSOWANY I ZAAWANSOWANY

Omówię to razem, bo wbrew pozorom mają wiele wspólnego. 

To już są poziomy, na których umie się naprawdę dużo (prawdziwy poziom C1 to przecież poziom biegłości językowej) i w związku z tym powinniśmy wymagać od siebie ciut więcej. To idealny etap na poszerzanie słownictwa, na zauważanie i wyjaśnianie niuansów, na budowanie bardzo złożonych wypowiedzi, na naprawdę płynne i swobodne mówienie i naukę idiomów.

Część działań z poziomu początkującego można i tutaj swobodnie wykorzystać, ale już starając się wszystko mówić, pisać i przygotowywać w sposób bardziej wyrafinowany i skomplikowany.

Mała rada: notuj wyrażenia czy sowa, które zostały użyte przez native'a albo idiomy. Ponadto postaraj się po lekcji przeanalizować swoje wypowiedzi (te, które zapamiętasz) i zastanów się jakimi synonimami możesz zastąpić używane przez Ciebie słowa. Może nadużywasz słówka good? Zatem zamiast mówić, że pogoda jest good, i Twój angielski jest good i że ktoś wygląda good i że jedzenie jest good, możesz postarać się zacząć używać bardziej wyrafinowanych synonimów, zamieniać zwykłe czasowniki na Phrasal Verbs itd. 

Reszta działania analogicznie jak do poziomu podstawowego, tylko w bardziej zaawansowany sposób :)

MAM MĘTLIK W GŁOWIE, JUŻ NIE WIEM JAKIE MAM OCZEKIWANIA OD NAUCZYCIELA I NA CO ZWRÓCIĆ UWAGĘ ORAZ O CO GO POPROSIĆ.

1) KONIECZNIE POPROŚ NAUCZYCIELA ŻEBY POPRAWIAŁ TWOJE BŁĘDY. Tych poprawek nie traktuj ambicjonalnie ani personalnie - po prostu bez weryfikacji i poprawiania Twoich błędów takie lekcje nie mają zbyt wielkiego sensu. Zakomunikuj nauczycielowi, że serio nie masz nic przeciwko temu, że będzie Cię poprawiał, że nie zrazi Cię to do dalszej nauki, tylko że będziesz mu naprawdę wdzięczny za taki feedback i że dzięki temu pomoże Ci zrobić postępy w nauce. To bardzo ważny punkt! Wiele nauczycieli (szczególnie Brytyjczyków, którzy są z reguły kulturalni) może uważać, że poprawianie uczniów może być uznane za niegrzeczne i niekulturalne. Ale mówiąc im, że chcecie być poprawiani dajecie im zielone światło do tego by Was korygować. 

2) PISZ PRACE PISEMNE - albo sam sobie wymyślisz temat albo poproś nauczyciela żeby Ci podał.

3) ZASADA, ŻE NA LKECJE PRZYCHODZISZ ,,Z CZYMŚ" - przygotowaną wypowiedzią ustną albo słownictwem na dany temat o którym chcesz rozmawiać

4) POPROŚ ŻEBY LEKCJE NIE PRZEBIEGAŁY TYLKO I WYŁĄCZNIE Z KSIĄŻEK (i w związku z tym Ty też do lekcji będziesz musiał się przygotować - i bardzo dobrze, bo tak ma być)

5) NA PIERWSZĄ LEKCJĘ PRZYGOTUJ SIĘ:

- ustal dokładnie czego od nauczyciela oczekujesz? Albo zapytaj nauczyciela jak on widzi współpracę z Tobą? Nad czym uważa, że musisz popracować?

- możesz poprosić nauczyciela o pomoc w gramatyce, ale jeśli zdecydujesz się na taką opcję, to poproś żeby lekcje nie skupiały się w 100% na robieniu gramatyki i żęby wprowadzane zagadnienia działy się stopniowo, tak żebyś Ty mógł poćwiczyć je w domu i w pracy pisemnej! Oznacza to mniej więcej tyle, że prosisz native'a żeby nie wprowadzał Ci od razu całej strony biernej tylko np. na razie w czasie teraźniejszym i starasz się używać jej w mowie i w piśmie. Na następnych zajęciach dokładacie stronę bierną w czasie przeszłym i znowu ćwiczycie i potem kolejny kawałek i kolejny. Podobnie z Conditionalami - z nimi łatwiej ćwiczyć to w formie prac pisemnych (przykładowy temat wypracowania: 2nd Conditional - co bym zrobiła gdybym wygrała w totka 10 mln złotych, albo 3rd conditional: Co bym zrobiła wtedy w przeszłości gdybym nie dostała się na te studia, na które chcialam iść itd.)

- naucz się opowiadać o sobie w języku obcym! Bo na pewno padnie pytanie: jak się nazywasz, jak się czujesz, skąd pochodzisz, ile masz lat, czym się zajmujesz zawodowo, ile lat się uczysz języka, jak się uczysz języka (!), jakie masz hobby, czego nie lubisz, jaki jest twój kraj (opowiedz coś o swojej ojczyźnie), ulubiona muzyka/potrawa/film, po co się uczysz języka, czy znasz jakiś język, ile godzin tygodniowo chcesz mieć zajęcia, czy chcesz zdawać jakiś certyfikat etc.

- możesz powiedzieć, że sorki, ale trochę jesteś zestresowany/a, bo nigdy nie miałeś zajęć z native'm, że masz np. barierę językową i prosisz o troszkę cierpliwości itd. To też dobre sygnały dla nauczyciela wbrew pozorom ;)

- możesz też poprosić nauczyciela, czy mógłby notować nowe wyrażenia czy słownictwo, bo np. nie wiesz jak coś zapisać albo jest to dla Ciebie na tyle dużo nowości na raz, że nie dasz rady jeszcze z zapisywaniem (być może zabrzmi to absurdalnie, ale taka lekcja może być męcząca: lekki stres+maksymalna koncentracja+ myślenie i mówienie w języku obcym+rozumienie ze słuchu itd. - dużo tego :))

6) PRZYGOTUJ SOBIE ,,RATUNKOWE" PYTANIA / WYRAŻENIA W JĘZYKU W KTÓRYM BĘDZIECIE MIEĆ LEKCJE

- Czy mógłbyś proszę powtórzyć?

- Nie rozumiem, czy mógłbyś mi wytłumaczyć co masz na myśli?

- Jak się mówi po angielsku [wstawiacie opis tego o co pytacie]?

- Czy dobrze Cię zrozumiałem/am, czy chodziło Ci o [wstaw to co Ty zrozumiałeś]?

- Czy mógłbyś mówić troszkę wolniej?


WSZYSTKO WIEM, ALE BOJĘ SIĘ I CZUJĘ, ŻE NIE JESTEM GOTOWY/A NA SKOK NA AŻ TAK GŁĘBOKĄ WODĘ

Do psychologii każdy z nas ma inne podejście - jedni potrzebują mentalnego wsparcia żeby się odważyć a drudzy będą to postrzegać jako kłamliwy, coachingowy bełkot i wiedzieć ,,lepiej".

Cóż.. napiszę tylko ogólnie, że nauka języka to nierzadko walka z własnymi wewnętrznymi demonami. I nie, nie przesadzam... Żeby nauczyć się swobodnie mówić w języku obcym trzeba się liczyć z tym, że zrobimy z siebie taką trochę gapcię albo wręcz klauna. I o ile po wielu osobach ta świadomość kompletnie spływa i nic nie zmienia i będą próbować osiągnąć swój cel tak czy siak (i extra! Bardzo dobra postawa! 😀), to z kolei wiele uczących się będzie się czuć tak jakby byli sparaliżowani. 

Wchodzą tu takie najczęściej takie czynniki jak:

- lęk przed oceną, 

-lęk ,,że coś pójdzie nie tak, nie dogadam się", 

- lęk, że ktoś mnie wyśmieje, pomyśli, że jestem za głupi, 

- lęk, że już teraz się na pewno wyda, że nie mam talentu do nauki języków i dobitnie przekonam się o tym słysząc to z ust nauczyciela

- lęk, że nic nie powiem

- lęk, że nic nie umiem, że umiem mniej niż mi się wydaje

- stres przed lekcją a nawet wizją takiej lekcji

- perfekcjonizm (jeszcze nie jestem gotowy, więc pójdę na lekcje jak już się nauczę perfekcyjnie języka. UWAGA! TAK TO NIE DZIAŁA, BO TO BŁĘDNE KOŁO)

- brakuje mi pewności siebie 

- boję się, że pójdzie mi nawet dobrze na pierwszej lekcji, ale potem okaże się, że tak naprawdę okłamałam nauczyciela, bo umiem mniej niż w rzeczywistości (syndrom oszusta).

Te powyższe to chyba najczęstsze przyczyny paraliżujące nas i które nierzadko paraliżowały mnie jako nauczycielkę osób, które z czymś takim się zmagają. 

Powiem tak - ja też po części tak miałam (kilka/kilkanaście lat temu), ale udało mi się pewne złe przekonania przepracować i żyję mi się o wiele lepiej. Niemniej, czuję się w obowiązku do tych lęków odnieść i przedstawić Wam na nie moje lekarstwa. 

Po pierwsze - wszystkie powyższe napisane przeze mnie czynniki, to Wasze PRZEKONANIA albo EMOCJE na WASZ temat. To nie są fakty - to nie jest stan faktyczny coś co istnieje, tylko subiektywne postrzeganie waszej osoby przez Was samych. Krótko mówiąc mogę trafić na ucznia, który według mnie po angielsku będzie wymiatał a on sam przez zaniżoną samoocenę będzie się postrzegał za osobę, której tu brakuje i tam brakuje, tego nie umie, tu się musi douczyć i generalnie to jest beznadziejny. Ponadto i moja opinia i czyjaś opinia na swój temat to - opinie - subiektywne postrzeganie czegoś a nie stwierdzenie faktu. Pamiętajcie o tym!

Po drugie - rozprawmy się po kolei z tymi przekonaniami. 

👉,,Lęk przed oceną" albo ,,Lęk, że ktoś mnie wyśmieje, pomyśli, że jestem za głupi" - to najprawdopodobniej wynika z systemu szkolnego, do którego zostaliśmy wciągnięci w wieku 7 lat (niektórzy już 6 lat) i ,,dzięki któremu" połowa uczniów postrzega siebie przez pryzmat ocen jakie dostawało na kartkówkach i innych pierdołach. Albo, np. jakiś nauczyciel powiedział nam, że jesteśmy głupi i nic nie osiągniemy. Albo nie byliśmy szczególnie uzdolnieni z wf-u i cała klasa śmiała się z nas jak nie umiemy zrobić gwiazdy, odbić piłki na meczu siatkówki czy biegać sprintem przez 45min wokół boiska. Do tego dochodzi postrzeganie się uczniów szkolnych na wzajem przez pryzmat ocen (Kasia jest spoko, bo ma same 5tki, to ona jest mądra, to siądę obok niej w ławce. A Maciek? Maciek jest głupi, nawet delty nie umie policzyć i takie pierdoły gada.. Nie, z Maćkiem lepiej się nie zadawać). Dodajmy do tego jeszcze klasową rywalizację, pupilków nauczycieli i chęć zyskania akceptacji innych a może i konkretne sytuacje, w których w naszej ocenie się ,,skompromitowaliśmy publicznie"... Cała ta mieszanka wybuchowa powoduje, że fundamenty lęku przed oceną mamy wybitnie solidne i zakorzenione głęboko w nas. Nie dajcie się! Życie to nie szkoła i jasne, że będziemy oceniani - przez nauczyciela języków obcych, sąsiadów, rodzinę, szefa, znajomych, ale to ich oceny na Wasz temat. Poczucie własnej wartości zależy tylko i wyłącznie od Was!

👉 ,,Lęk, że coś pójdzie nie tak, nie dogadam się" - po pierwsze, ale co pójdzie nie tak? Połączenie internetowe się zerwie? Nauczyciel krzywo na Was spojrzy? Albo faktycznie się nie dogadacie i.. co w związku z tym? 😉 Jak będą problemy techniczne - przeprosicie, napiszecie wiadomość, że sorki, ale coś nie działa albo zrestartujecie modem i wrócicie na lekcje 3 minuty później :). Jeśli nauczyciel krzywo na Was spojrzy i ogólnie nie ,,kliknie" Wam, to sobie nauczyciela możecie zmienić :). Podobnie z lękiem, że nauczyciel Was wyśmieje albo Was obrazi - pomijam, że na 99% tak się nie stanie, chyba że traficie na psychopatę. Ale to wtedy będzie świadczyć tylko i wyłącznie o nim. Z kolei jeśli się nie dogadacie (czegoś nie zrozumiecie) - to zawsze możecie poprosić o powtórzenie albo o to by nauczyciel zadał Wam pytanie za pomocą innych słów. Zawsze też możecie poprosić o sekundę cierpliwości i po prostu sprawdzić coś w słowniku.

👉,,Lęk, że już teraz się na pewno wyda, że nie mam talentu do nauki języków i dobitnie przekonam się o tym słysząc to z ust nauczyciela" połączone często z ,,boję się, że pójdzie mi nawet dobrze na pierwszej lekcji, ale potem okaże się, że tak naprawdę okłamałem/am nauczyciela, bo umiem mniej niż w rzeczywistości (syndrom oszusta)". Na wstępie zaznaczam - NIE MA czegoś takiego jak talent do nauki języków obcych. Chociaż... Skoro nauczyłeś się swojego języka ojczystego, to gratuluję Ci! Oznacza to, że masz bez wątpienia talent do nauki języków obcych! I teraz zastanów się na spokojnie. Najprawdopodobniej urodziłeś/aś się w Polsce, od pierwszych chwil Twojego życia wszyscy mówili do Ciebie po polsku - Twoja rodzina, rówieśnicy, panie przedszkolanki, panie w sklepie, nauczyciele itd. Oni wszyscy też Cię poprawiali. Jak nie podpadłeś rodzicom, to mogłeś oglądać wieczorynki i generalnie różne programy TV po polsku a może słuchałeś audycji radiowych po polsku. W ramach zadań domowych pisałeś wypracowania bądź czytałeś nudne lektury po polsku (a może i po staropolsku). Całe Twoje kilkunastoletnie/kilkudziesięcioletnie życie kręciło się wokół polskiego. I nagle chcesz się nauczyć języka obcego i w kilka miesięcy dojść w nim do poziomu języka ojczystego?! Tak się po prostu nie da. Nauka języka to proces, każdy kiedyś zaczynał i w związku z tym potrzeba dużo cierpliwości i dystansu do siebie. Amen. I tak umiemy więcej, niż podejrzewamy. Wiele jesteśmy w stanie zrozumieć z kontekstu, mimiki, ,,słów międzynarodowych", słów podobnych do polskiego, skojarzeń itd. 

👉perfekcjonizm, czyli jeszcze nie jestem gotowy, więc pójdę na lekcje jak już się nauczę perfekcyjnie języka. Napisałam, że to błędne koło, bo żeby się nauczyć trzeba być nieperfekcyjnym i popełniać błędy żeby... i tak perfekcyjnym nie być. Taka prawda. Ale domyślam się, że nawet zatwardziali perfekcjoniści, którzy perfekcjonizm utożsamiają z szybkim, biegłym, elokwentnym posługiwaniem się językiem obcym, dopuszczając przy tym nawet jakąś dawkę malutkich błędów. Ale nawet tak pojmowany perfekcyjny poziom języka nie bierze się z powietrza, tylko jest efektem kilku lat (miesięcy na pewno!) popełniania błędów i wyciągania z nich wniosków. Nie da się nauczyć mówienia w języku obcym bez mówienia. Koniec kropka. Nie da się. Co więcej, mówić powinno się zacząć od samego początku, bo w przeciwnym razie nabawimy się perfekcyjnej bariery językowej a walka z tym jest o wiele trudniejsza i zniechęcająca niż przełamanie się na samym początku. Poza tym, to trochę jak z kursem prawa jazdy. Wiele osób chciałoby iść na kurs prawa jazdy potrafiąc już jeździć samochodem... Tylko w takiej sytuacji powstaje pytanie: po co w ogóle iść na kurs? 😏Pomijam kwestie legalne i formalne ;). 

👉Brakuje mi pewności siebie. Nie jestem psychologiem ani terapeutką, więc radami ani mądrymi cytatami Was nie zasypię. Ale jedno mogę stwierdzić, że pewność siebie (w tym także pewność językową) można sobie wypracować i że nabywa się taką cechę z czasem. Myślę też, że wspomniana pewność siebie jest związana z poczuciem własnej wartości. Jednocześnie  stwierdzam, że warto tutaj zastosować w praktyce (w słowie i w czynach) zasadę FAKE IT, TILL YOU MAKE IT :). 

👉stres przed lekcją (a czasem nawet samą wizją lekcji). Mam nadzieję, że na tym etapie już zdałeś sobie sprawę, że pewne lęki są tylko w naszej głowie i tam musimy z nimi ,,walczyć". Wizja samej lekcji nie powinna jawić się nam niczym stanie nad przepaścią, w którą zaraz mamy wskoczyć. To po prostu siedzenie o określonej godzinie w znanym nam otoczeniu (np. w naszym pokoju) przed komputerem i wideorozmowa z drugim człowiekiem (piszę o lekcji online). I tylko tyle. Z kolei stres przed samą lekcją jest czymś naturalnym, bo jest to dla nas jakby nie patrzeć nowa sytuacja, więc musimy ten pierwszy raz przeżyć żeby na własnej skórze, tak empirycznie przekonać się, że nie umrzemy od tego, nie taki diabeł straszny jak go malują i że w zasadzie może nam się to bardzo spodobać. Stres przed pierwszą lekcją można zminimalizować również poprzez odpowiednie przygotowanie się do lekcji o czym jest cały ten post. 

Na koniec tylko jedno - pamiętaj, że to Ty płacisz (i jakkolwiek roszczeniowo to brzmi), Ty wymagasz (oczywiście w granicach rozsądku). W związku z tym nie traktuj lekcji jako ambicjonalnych tortur, tylko jako pokonywanie własnych słabości i dobrą inwestycję w siebie, bo... przecież ucząc się do lekcji i idąc na nie... ROBISZ TO DLA SIEBIE, więc podejdź do tego po prostu na luzie.😀

POWODZENIA! 

A1, B2 CZY C1? POZIOM ZNAJOMOŚCI JĘZYKA OBCEGO - SKOŃCZ PROSZĘ W KOŃCU Z TĄ OBSESJĄ

W tym poście chciałabym się odnieść do klasyfikacji znajomości (kompetencji językowych) języka obcego według Europejskiego Systemu Opisu Kształcenia Językowego, ESOKJ (ang. Common European Framework of Reference for Languages, CEFR) i tego dlaczego źle to pojmujemy.

Klasyfikację przyjęła Rada Europy, wprowadzając sześć poziomów oznaczonych wielką literą i dodatkowo cyfrą: 

A1 – początkowy/początkujący, 

A2 – podstawowy/przed średniozaawansowanym, 

B1 – niższy średniozaawansowany, 

B2 – wyższy średniozaawansowany, 

C1 – zaawansowany, 

C2 – biegły/profesjonalny. 

Z czego poziom A1 odpowiada najmniejszej biegłości, a poziom C2 – największej.

Tyle tytułem wstępu. A teraz do sedna.

Po pierwsze przedstawiona powyżej klasyfikacja jest SZTUCZNYM podziałem (w końcu jakoś trzeba było ustandaryzować poziomy znajomości języka, stworzyć jakiś ogólny punkt odniesienia) - i dobrze! Jeśli podejdziemy do tego zdroworozsądkowo z nutą dystansu to wręcz świetnie.

Niestety, wiele osób wcale nie podchodzi do tego tak lekko... Dlaczego?

Po pierwsze jesteśmy przyzwyczajeni do standaryzowanych książek do nauki a one przecież są określone A1, A2, B1, etc. Poza tym przecież zdajemy certyfikaty FCE, CAE, IELTS, które także wpisują się w przedstawioną powyżej klasyfikację. ALE! To, że przerobimy jakąś tam książkę - nieważne czy w szkole, czy na kursie czy samemu, to nie oznacza wcale, że jesteśmy na poziomie tego podręcznika (!). Nie da się wpakować całego poziomu języka (obojętnie czy z półki A, B czy C) do 1 książeczki, która na dodatek składa się z zadań abcd czy uzupełniania luk. I tym sposobem przechodzimy do punktu drugiego. 

Po drugie mamy często mylne wyobrażenia na temat tychże poziomów. W oczach większości osób wygląda to mniej więcej tak: poziom A jest utożsamiany z umiejętnością przedstawienia się, liczenia w języku obcym, znajomości podstawowych przymiotników (old, new, nett, gut) i nazw dni tygodnia. Z kolei średniozaawansowany to już coś więcej niż poziom A, wtedy człowiek nawet sobie jakoś radzi, coś tam mu się myli a poziom zaawansowany to w ogóle level master i trzeba totalnie wymiatać. "Wiadomą" sprawą jest, że w sumie to się do poziomu C nie umie mówić, bo albo "nie trzeba" (grrrr!). Bo przeca to za niskie poziomy żeby trzeba było płynnie mówić... Oczywiście podpuszczam Was! Wiem, że wiele osób tak myśli bo i ja kiedyś też tak myślałam... I've been there, done that... A tymczasem muszę wyprowadzić Was z błędu, skoro i mnie kiedyś olśniło...

Płynnie mówić powinniśmy być w stanie na każdym poziomie zaawansowania! Tak, na podstawowym również! Ba! Na każdym poziomie powinno się być w stanie rozmawiać w zasadzie na każdy temat! Weźmy sobie coś całkowicie bazowego, jak umiejętność mówienia o sobie:

Na poziomie podstawowym mówienie o sobie w jakimkolwiek języku będzie wyglądało mniej więcej tak: ,,Mam na imię XYZ. Lubię sport. Nie lubię jabłek. Mój ulubiony kolor to zielony. Mam kota. Nienawidzę sprzątać." 

Z kolei na poziomie np. C1 będzie to wyglądać mniej więcej tak: "Mam na imię XYZ, ale przyjaciele nazywają mnie ZXY. Mam alergię na sierść, więc niestety nie mogę mieć żadnego zwierzątka domowego, nad czym bardzo ubolewam. Uwielbiam podróżować w nieznane zakątki świata, mimo że nie znoszę sportu i chodzenia po kilka godzin dziennie. Nienawidzę sprzątać i za każdym razem jak widzę stos brudnych naczyń do zmywania to mam ochotę je potłuc. Interesuję się inwestowaniem w nieruchomości, ponieważ uważam, że to najbezpieczniejsza forma oszczędzania. Póki co takie bajońskie sumy są poza moim zasięgiem, ale czas pokaże... Myślę sobie, że gdybym miał dużo pieniędzy, to na pewno bym nie pracował tylko surfował na Bali."

Powyższe przykłady to oczywiście mój słowopotok i wodze fantazji, ale zapewne dostrzegasz różnice pomiędzy dwoma wersjami. Jednakże wspólny mianownik to "umiejętność wypowiedzenia się o sobie" - zarówno na A1 jak i C1.

Po trzecie jeśli uczysz się języka porządnie i efektywnie to na pewno w jakimś stopniu korzystasz z materiałów autentycznych lub konwersujesz sobie z native'ami. Jeśli tak jest (a chyba innej drogi nie ma), to tak naprawdę nie wiesz za bardzo na jakim poziomie języka jesteś. Artykuł z Daily Mail czy wywiad z Danielem Craigiem nie są zazwyczaj opatrzone nagłówkiem CEFR (tej skali językowej). Otaczasz się żywym językiem, nabierasz intuicji językowej, zaczynasz myśleć w tym języku, stajesz się pewniejszy siebie. Jeśli uczysz się w taki sposób już przez dłuższy czas to tym bardziej tracisz grunt pod nogami, nie potrafisz oszacować swojego poziomu i... bardzo dobrze! Bo to łączy się z:

Po czwarte - przy szacowaniu poziomu liczą się umiejętności PRZEDE WSZYSTKIM aktywne a nie tylko bierne! To, że umiesz wpisać III formę czasownika w lukę, zrozumieć jakiś artykuł, nie oznacza wcale, że równie płynnie napiszesz maila do klienta czy nawet kumpeli albo zaliczysz small talk z kelnerem o pogodzie i o tym który rodzaj frytek jest lepszy i jak amerykańskie ziemniaczki komponują się z wege sałatką będącą specjałem w restauracji do której pójdziesz. Ba! Ukończenie kursu standaryzowanego, na którym się nie pisze i nie mówi, spowoduje, że nawet nie kupisz biletu pociągowego w jedną stronę do miasta B. Bo zje Cię stres, bo masz barierę, bo nigdy takiego zdania samodzielnie nie skleciłeś więc jak w stresującej sytuacji i bezpośredniej konfrontacji z nativ'em (i żywym językiem) miałbyś być w stanie to zrobić? To nie przytyk, tylko próba zmuszenia osoby, które czytają tego bloga do refleksji. Czasem po prostu lepiej nie wiedzieć jaki ma się poziom, ale naprawdę skupić wysiłki na to, co w języku najbardziej istotne - czyli umiejętności komunikacyjne :). 

Po piąte - albo mamy tendencję do zaniżania albo do zawyżania własnych umiejętności. Poza tym trochę zaprzeczę temu co napisałam powyżej -  nie musimy umieć się wypowiedzieć na każdy pojedynczy temat. W języku ojczystym przecież też nie zawsze mamy wyrobioną opinię co do danej kwestii. Przykładowo ja jestem całkowicie antysportową osobą - nie znoszę, nie interesują mnie i omijam szerokim łukiem wszystko co związane ze sportami drużynowymi. Nie wiem o co w tym chodzi, nie rozumiem czym tu się pasjonować, więc tym bardziej się o nich z sensem nie wypowiem ani po polsku, ani w żadnym innym języku. I mam prawo tak mieć, Ty też ;). Jednakże na główne tematy jestem w stanie się wypowiedzieć bez problemu - np. na temat moich zainteresowań, moich planów, mojego dzieciństwa, ochrony zdrowia, zmiany, systemu edukacji, polityki, psychologii, sztuki, społeczeństwa, podroży itd.

I na koniec- czasem też po prostu mamy gorszy dzień i łapiemy się za głowę jak słyszymy jak fatalnie akurat dzisiaj nam się język plącze a wczoraj szliśmy jak burza i.. to się zdarzyć może na każdym poziomie, bo nie jesteśmy robotami a zwoje mózgowe też czasami się przepalają. Gdybyśmy w takim dniu mieli sprawdzany poziom języka, wyszedłby nam zapewne niższy niż w rzeczywistości.

Dlatego prośba ode mnie - przestańcie z tą obsesją na punkcie literki połączonej z cyferką, która rzekomo ma odzwierciedlać Wasz poziom języka. Jasne, starajcie się rozwijać, pracować regularnie i czerpać frajdę z odkrywania nowego języka. Monitorujcie też sytuację - można przecież od czasu do czasu albo zrobić jakiś test (żeby totalnie orientacyjnie, tak mniej więcej wybadać sytuację) albo jeśli naprawdę potrzeba Wam takiego oszacowania (Waszego poziomu języka)- możecie tym celu umówić się na konsultację podczas której doświadczony lektor pomoże Wam to stwierdzić i np. da Wam wskazówki nad czym powinniście popracować. 

Jednakże dobrze by było żeby te poziomy CEFR nie były celem samym w sobie a już na pewno żeby nie działały na Was demotywująco! 😀

Powodzenia z nauką! 

JAKIEGO JĘZYKA WARTO SIĘ UCZYĆ?

Ostatnio na jednej lekcji z moim uczniem dyskusja zeszła na temat  - jakiego języka w ogóle warto się uczyć. Przerzucaliśmy się kontrargumentami a ja czuję się w obowiązku temat ten zgłębić i na blogu, bo taka chyba natura człowieka - skoro wkładamy w coś wysiłek, to chcemy żeby nasze działania były opłacalne... Im większy zysk, tym bardziej dumni i utwierdzeni w podjętej przez nas decyzji się czujemy. Na tapet biorę dzisiaj następujących zawodników - JĘZYKI:

ANGIELSKI vs NIEMIECKI vs HISZPAŃSKI vs FRANCUSKI 


Do dzieła!

Po pierwsze - krótkie słowo wstępu: to moja subiektywna analiza. Nie jestem jasnowidzem ani nie mam szklanej kuli, co oznacza mniej więcej tyle, że nie powiem Ci, że moje refleksje będą cały czas aktualne w ciągle zmieniającym się świecie. A podejmując decyzję o nauce konkretnego języka XYZ, wiedz, że będzie to proces, który w zasadzie nigdy się nie skończy a dojście do biegłego poziomu zajmie Ci minimum kilka lat. 

Po drugie -  najważniejszym i uniwersalnym kryterium najlepiej gdyby był Twój stosunek do tego języka - jeśli bardzo Ci się on podoba, lubisz go, interesuje Cię kultura tego kraju itd. - to świetnie! Jest szansa, że nauka będzie dla Ciebie przyjemnością. Jeśli masz stosunek ambiwalentny, czyli tolerujesz ten język bez nadmiernych ochów i achów - to też ok, bo nadal będziesz w stanie się motywować i być może z czasem przekonasz się co do ,,ładności" wybranego języka. Odradzam natomiast uczenie się na siłę tego, który Ci się nie podoba, który Cię odrzuca, z którym nie masz nic wspólnego i nie chcesz mieć. To wtedy nie zadziała a Ty szybko naukę języka porzucisz.

Jeśli z dwoma pierwszymi punktami jesteś ,,pogodzony" albo chociaż je zaakceptowałeś, to czas na tytułową analizę poszczególnych języków ,,wzdłuż i wszerz" - czyli analizę dotycząca porównania języków w różnych aspektach.

KRYTERIUM: TRUDNOŚĆ JĘZYKA - Który język jest najtrudniejszy?

Po pierwsze - ,,trudność" bądź ,,łatwość" to pojęcia względne. Ale nie chcę odpowiadać wymijająco więc:

👉Angielski -> wszyscy zachwycają się nim na początku - ach! Jaki intuicyjny! Och! Jak mało trzeba odmieniać! Nie ma przypadków! Jaki on wspaniały! ,,Problem" najczęściej zaczyna się później. Im dalej w las, tym bardziej gramatyka staje się mglista, ilość czasów dobija, jakieś multum phrasali po drodze a Anglicy mówią jakby mieli kluski w buzi. I Amerykanie nie lepsi skoro mówią z prędkością kałasznikowa. Oczywiście przy odpowiedniej nauce da się to zrozumieć i ogarnąć bez większych chwili zwątpienia, ale niemniej jednak angielski ma wiele niespodzianek na dalszych etapach nauki.

👉Niemiecki -> wszyscy... nienawidzą go już na samym początku. Pomijam tu podejście osób, którym się niemiecki totalnie nie podoba. Piszę o uczniach chętnych do nauki, ale czujących się na samym początku przytłoczonym rozległą gramatyką. Tutaj trzeba się zmierzyć z rodzajnikami, odmianą przez przypadki, przyimkami, rekcją a i odmiana czasownika nie polega na dodaniu koncówki -ing, -s albo -ed w zależności od czasu, tylko zapamiętać trzeba więcej. I początkowo fakt - trzeba do niemieckiego podejść z dużą dawką cierpliwości, natomiast potem po opanowaniu tego etapu - w zasadzie jest z górki. Czyli odwrotnie niż z angielskim.

👉Hiszpański -> hurra! Taki prosty język! Tak bazujący na łacinie! Taki komunikatywny! I taka prosta wymowa dla Polaków! No musi być prosty skoro esperanto na tym właśnie bazuje, prawda? No... to zależy.. Z językiem hiszpańskim (i językami romańskimi generalnie) trochę jak z angielskim - początkowo super, ale im dalej w las, tym większe wyzwania. Jest dużo odmiany, czasów i sławetny tryb subjuntivo. Trzy koniugacje, mnóstwo nieregularnych i coś co jest i zmorą i atutem - dużo wariantów tegoż języka (Hiszpania, kraje Ameryki Pd. etc.)

👉Francuski -> pozwolę sobie sprafrazować to co napisałam powyżej: ,,Z językiem >francuskim< (i językami romańskimi generalnie) trochę jak z angielskim - początkowo super, ale im dalej w las, tym większe wyzwania. Jest dużo odmiany, czasów i sławetny tryb >le subjonctif<. Trzy koniugacje, mnóstwo nieregularnych czasowników". Do tego dochodzi dosyć wymagająca wymowa (turboistotne!), troszkę bardziej wydłużony czas osłuchiwania się i.. ciekawe liczebniki ;) - kto uczy(ł) się liczebników po francusku, ten rozumie o czym mówię ;).

WERDYKT: REMIS. Wszystkich języków mimo ,,trudności" (przypominam-pojęcie względne) DA się porządnie nauczyć. Zależy to tylko od nas - od samozaparcia, dyscypliny, stosunku do tego języka, mądrze wprowadzanej gramatyki i regularności. Nie ma wymówek! 😏


KRYTERIUM: PODOBIEŃSTWO JĘZYKA DO ANGIELSKIEGO*

*Ten punkt będzie przydatny przede wszystkim dla osób, które znają już choćby średnio angielski.

👉 ANGIELSKI - Moja polonistka (sic!) powiedziała kiedyś: ,,bo angielski to taki przebiegły język - wziął z łaciny to co najlepsze i sobie poszedł a resztę ułożył po swojemu". Niewiele pamiętam z budowy dramatu antycznego, ale zawsze jak myślę o słowie exit to zaczyna mi się kojarzyć z exodusem a ta myśl automatycznie przywołuje powyższą refleksję mojej nauczycielki. Z biegiem czasu myślę sobie jednak, że nie tylko angielski taki przebiegły i sprytny, ale w zasadzie każdy z poniższych języków ma z nim jakiś wspólny mianownik.

👉 HISZPAŃSKI + 👉FRANCUSKI - są językami romańskimi zwanymi >roman languages<, czyli językami które wywodzą się z tradycji antycznego Rzymu - a w starożytnym imperium obowiązywała łacina - więc siłą rzeczy są podobne. Podsumowując: oba bazują na łacinie. No a skoro angielski (patrz: powyższy cytat) też z łaciną wspólnego ma wiele to zagadka rozwiązana. Podobny jest sens niektórych zagadnień gramatycznych - łatwiej zrozumieć czasy przeszłe czy wspomniane tryby łączące znając angielski, bo u nas czas przeszły to czas przeszły i koniec. W angielskim, hiszpańskim i francuskim czasów przeszłych jest kilka i są pod wieloma względami do siebie podobne. Podobnie ze słowami.. Na przykład ambulans: po ang. ambulance, po fr. ambulance, a po hiszp. ambulancia. Po niemiecku to np. Krankenwagen... Weźmy inne słowo: niespodzianka, będzie to odpowiednio: surprise, surprise i sorpresa, auf Deutsch ist das eine Überraschung. 😀

👉 NIEMIECKI - tutaj też podobieństwo do angielskiego jest silne. Może niekoniecznie pod względem łaciny, ale z powodu Denglisch (anglicyzmów na dobre zakorzenionych w niemieckim) i np. czasu Perfekt (Ich habe (czasownik III forma) = I have (czasownik III forma)). Wiele słów pokrywa się z językiem angielskim od samego początku jak choćby nazwy dni miesięcy i dni tygodnia. 

WERDYKT: REMIS (a może nawet z przewagą niemieckiego)


 KRYTERIUM: WYMOWA (brzmienie+ różne dialekty)

👉ANGIELSKI - wbrew pozorom wymowę ma chyba najtrudniejszą. Wielu osobom się >wydaje<, że dobrze wymawiają dane słowo - robią to na czuja i... często nie są rozumiani. W angielskim niestety metoda na czuja się nie sprawdza. Poza słowami, w których pewne literki się totalnie pomija (foreigner, comfortable), niektóre czyta się inaczej (use, useless) a do tego dochodzą dźwięki, których w polskim nie ma np. słynne "th". Pod względem zasad wymowy angielski to bowiem dżungla i owszem... jakieś tam zasady istnieją, ale wyjątków jest więcej niż zasad ogólnych. Ot, taki urok angielskiego :) Zaprzyjaźnienie się ze słownikiem (np.elektronicznym) będzie niezbędne.

👉NIEMIECKI - pomijam tutaj antypatie związane z brzmieniem i powszechną opinię, że ,,niemiecki to nie język, to wada wymowy". Niemiecki jest nierzadko źle nauczany (skupiam się tylko i wyłącznie na wymowie). Ja też miałam w szkole nauczycielkę która takie samo "r" wymawiała w słowach wir, der, Berlin i Realität, używając przy tym tej polskiej wymowy r. Podobnie było z umlautami. A i w sumie końcówkami czasowników (wiR gejEN zamiast "wia gejyn"). Ale moim osobistym zdaniem - wymowa w niemieckim jest dla Polaków prosta. Na pewno łatwiejsza od angielskiego.

👉HISZPAŃSKI - dla Polaków wg mnie wymowa jest stosunkowo łatwa. Sa zasady i specyficzna melodia (jak w każdym języku!), ale z całą pewnością do nauczenia się. Jest za to dużo wariantów i dialektów, co może być zarówno atutem jak i sporym problemem, bo jak się osłuchamy tylko z wersją europejską hiszpańskiego, to może być ciężko zrozumieć wersję z Ameryki Pd. (i odwrotnie)

👉FRANCUSKI - nie znam osoby, kóra by na wymowę francuską choćby w minimalnym stopniu nie narzekała ;). I w głebi serca to narzekanie podzielam, ale rozsądkowo już nie. Fakt... Jest sporo zasad wymowy i na początku ciężko się przestawić, że taki zbitek czytam tak, a takie literki czytamy tak a coś tam w jeszcze inny sposób. Ale z perspektywy czasu stwierdzam, że wymowa francuska jest... wdzięczna. I mam na myśli to, że jak się z nią porządnie osłuchamy i naprawdę ją wyćwiczymy to w zasadzie każde słowo przeczytamy poprawnie, bez względu na to czy je znamy i rozumiemy czy też nie. Przykładowo w angielskim tak to nie działa.

WERDYKT: najtrudniejszy: angielski.


KRYTERIUM: PRZYDATNOŚĆ I POPULARNOŚĆ JĘZYKA

Punkt oczywiście obowiązkowy. Jesteśmy ludżmi i chcemy żeby nasze ,,inwestycje" (czasu, wysiłku, pieniędzy etc.) były opłacalne i maksymalnie przydatne oraz uniwersalne. Rozumiem to doskonale i dlatego połączyłam kryterium: popularność z przydatnością. Dlaczego? Uzasadnienie znajdziecie poniżej.

👉 ANGIELSKI - III najbardziej popularny język, aż 360 mln użytkowników a w Europie chyba najbardziej popularny język obcy. Do tego dochodzi fakt, iż kraje anglojęzyczne są po prostu gospodarczo rozwinięte i politycznie demokratyczne. Są więc ważnymi partnerami biznesowymi oraz częstymi kierunkami emigracji. Stany Zjednoczone, Kanada, Zjednoczone Królestwo, Irlandia, Australia i wiele innych (m.in.wysp). Do tego mają wpływ na kulturę popularną (i nie tylko pop), trafiają do mainstreamu i są po prostu modne. Angielski to esperanto XXI wieku. I taka też moja subiektywna opinia - jeśli miałabym coś doradzić komuś na ślepo, nie znając jego warunków życiowych i planów, to powiedziałabym żeby przygodę z językami obcymi zaczął od angielskiego. Bowiem dla młodego pokolenia English is a must.

👉NIEMIECKI - pod względem statystyk przedstawia się mniej imponująco, ale za to jak zyskuje pod względem jakości. Niemiecki to w dużym uogólneniu i uproszczeniu, dla nas Europejczyków, dla nas Polaków to język urzędowy w najbogatszych krajach europejskich (i nie tylko). Niemcy, Austria, Lichtenstein. Ale także dominujący w Szwajcarii, Luksemburgu, a także używany (bo częściowo uznany za urzędowy, bądź po prostu popularny) w takich krajach jak: Belgia, Namibia. Dania, Włochy, Słowacja a także w Polsce. Warto? Warto! 😀

👉HISZPAŃSKI - II najczęściej używany język, aż 30 krajów, w których jest on językiem dominującym. Jest to także język urzędowy w państwach, które pod względem ekonomicznym określane są jako biedne. Całkowicie odwrotna sytuacja do języka niemieckiego. Niemniej jednak jest jednym z najpopularnijeszych nauczanych języków obcych.Ponadto według statystyk ponad pół miliarda osób się nim posługuje. To naprawdę ogrom! ¡Olé!

👉FRANCUSKI - język dyplomacji i stosunków międzynarodowych. Poza angielskim oraz francuskim ma status języka roboczego w UE. Używany we Francji, Belgii, Szwajcarii, Luksemburgu, Monako, Włoszech, Kanadzie i krajach afrykańskich. Dodatkowo nie jest tajemnicą, że Francuzi nie przepadają za nauką języków obcych i chcąc zwiedzać Francję lepiej komunikować się po francusku... Ponadto słynna ustawa Tourbona zobowiązująca władze państwowe do stosowania języka francuskiego w dokumentach, szkołach, miejscach pracy a nawet w... Dubbingu. C'est la vie...

KRYTERIUM: ZAROBKI

Punkt najbardziej gorący i dla niektórych stanowiący najważniejszy wyznacznik, który... ciężko przewidzieć. 

👉Angielski to must have i ciężko nawet mówić o jego przydatności w kontekście zarobków. Po prostu do większości prac biurowych trzeba go znać i koniec. Dla młodego pokolenia to nie atut a wręcz wymóg podstawowy. Jego znajomość nierzadko decyduje o przyjęciu do pracy, o podwyżce, awansie i wielu innych.

👉Niemiecki w oferatch pracy króluje i to nie tylko na Śląsku i Pomorzu, ale w wielu innych regionach i miastach a to przekłada się na stosunkowo atrakcyjne zarobki. Polacy jeżdżą do Niemiec a Niemcy przejeżdżają do nas, są częstymi partnerami biznesowymi. DE to również stabilne gospodarczo państwo. 

O niemieckim vs hiszpańskim świetny artykuł napisała Agnieszka Drummer, z którą się zgadzam prawie w każdym punkcie z wyjątkiem jednego - jeśli nie znosisz niemieckiego i nie dasz rady się do tego języka przekonać - wybierz inny język, nawet ten wspomniany hiszpański, bo nic na siłę i nawet argumenty Pani Agnieszki mogą Cię nie przekonać i to też jest OK. link do artykułu (KLIK)

👉Hiszpański w Polsce jest językiem powiedziałabym popularnym, ale paradoksalnie w pewnym sensie też ,,niszowym". Jest dużo osób uczących się hiszpańskiego (choć częściej 2gim językiem jest niemiecki a nie hiszpański), ale nie każdy osiąga poziom B2 albo wyższy. A najczęściej takie właśnie poziomy są potrzebne na rynku pracy. Dzięki temu jeśli ma się takie kompetencje, to można trafić na naprawdę niezłe oferty i nie mówię tylko o call center i pracy w szkole językowej. Moja znajoma, prawniczka trafiła na rewelacyjną ofertę pracy w kancelarii, w której na cito potrzebowali prawnika z biegłym hiszpańskim i byli w stanie zapłacić jej prawie każde pieniądze. Gdyby znała niemiecki zarabiałaby najprawdopodobniej bardzo dobrze, ale być może nie miałaby akurat szansy trafić w taką lukę na rynku ;).  Czasem może warto więc ryzykować ;).

👉 Francuski według tendencji rynkowych wraca do łask. Jeśli ktoś marzy o karierze dyplomatycznej albo i międzynarodowej (np.w strukturach UE, w wielu organizacjach międzynarodowych), to myślę, że to dobry wybór. Podobnie w sytuacji, jeśli ktoś po prostu chciałby mieć stałą pracę w jakiejś korporacji, bowiem ofert pracy z tym językiem jest sporo i śledząc tendencję można wysnuć wniosek, że będzie jeszcze więcej.

WERDYKT: Angielski i najlepiej jakiś jeszcze język a nie zginiecie. Jeśli jednak nie starczy Wam chęci na podwójną pracę, to sam angielski statystycznie jest rozsądnym wyborem. Podobną bezpieczną opcją wydaje sie być więc niemiecki.

ALE WIADOMO... Chodzi przecież o konkrety! Polecam więc dociekliwym takie właśnie artykuły: klik , klik , klik . Jeśli nie wierzycie artykułom, to sprawdźcie sami zarobki w interesującej Was branży z danymi językami ;). Research jest zawsze bezpiecznym wyjściem ;). 

KRYTERIUM: ŁATWOŚĆ/DOSTĘPNOŚĆ MATERIAŁÓW - WERDYKT: REMIS! 

Mamy XXI wiek - Google, youtube, Netflixa i wiele innych. Języki są dostępne prawie, że na tacy i bez znaczenia czy chodzi o chiński czy hiszpański.

Mam nadzieję, że post okazał się przydatny i przy okazji trochę motywujący. Wzięłam w swoim porównaniu pod uwagę tylko te 4 języki, ponieważ tylko one stanęły na mojej drodze i miałam okazję się ich uczyć. Nie mam w zwyczaju wypowiadać się na tematy, o których absolutnie nic nie wiem, stąd taki wąski zakres ;).

Jakich języków warto się uczyć według Was albo jakiego języka Wy się lubicie uczyć? 😀

DLACZEGO JĘZYKA POWINNO SIĘ UCZYĆ CODZIENNIE?

 W gąszczu wszystkich rad, trików i innych postów, ostatnio złapałam się na tym, że zapomniałam napisać o najważniejszym czynniku, który warunkuje nauczenie się języka obcego. Mowa oczywiście o regularnej, czyli codziennej nauce języka. Tak naprawdę to właśnie o tym powinien być pierwszy post, bo tak rozumiana systematyczność w nauce to absolutna podstawa. 


Jakie są więc powody i dlaczego powinniśmy się uczyć języka codziennie?

👉 Po pierwsze, ponieważ nauka codzienna nie oznacza wcale, że mamy ślęczeć nad językiem przez kilkanaście godzin na dobę. Czasem lepiej jest poświęcić 15-30 min dziennie, niż dwa razy w tygodniu fundować sobie maratony trwające po kilka godzin. I powiedzmy sobie szczerze - większość z nas, bez względu na wiek, pracę, sytuację rodzinną JEST w stanie znaleźć 30 minut każdego dnia na "rzeczy", na których mu zależy. Zatem pierwszy powód jest taki: jeśli naprawdę chcemy się nauczyć języka, to znajdziemy na to czas. 

👉Po drugie, bo nasz mózg jest leniwy i dlatego trzeba go zmusić do przestawienia się na wyższe obroty, na co on wcale nie ma ochoty. Brzmi absurdalnie, ale tak niestety jest. Nauka języka to (przypomnę po raz kolejny) nabywanie umiejętności złożonej: słuchanie, czytanie, mówienie, pisanie + to wszystko okraszone gramatyką. Ludzki mózg musi więc pracować na znacznie wyższych obrotach oraz przyzwyczaić się do czegoś zupełnie nowego. Nie jest to wcale proste i nie dziwię się, że większość osób nawet po pół godzinie mówienia w języku obcym, jest po prostu zmęczona. Na niższych poziomach zaawansowania jest to wręcz w pełni zrozumiałe. Dlatego też trzeba się systematycznie przymuszać, aby w końcu na dobre przestawić się na język obcy. Innej drogi nie ma.

👉Po trzecie, bo skuteczna nauka jest związana z immersją językową, czyli otaczaniem się językiem, którego się uczymy i zagłębianiem się w niego. To w skrócie mówiąc, w przypadku np. języka angielskiego, zrobienie sobie codziennej namiastki Anglii, mimo życia w Polsce. Dlatego tak często słyszymy, że jak chce się nauczyć języka obcego, to trzeba wyjechać za granicę. I tak, i nie. Owszem, jeśli wyjedziemy np, do wspomnianej Anglii, i tam będziemy się uczyć języka na własną rękę, rozmawiać z native'ami, oglądać angielską telewizję i słuchać anglojęzycznych audycji radiowych - to owszem,  po pewnym czasie efekty będą wręcz spektakularne. Ale jeśli wyjedziemy za granicę i nie będziemy naszego języka obcego szlifować, nie będziemy się nim otaczać i będziemy dążyć tylko do kontaktu z naszymi rodakami żyjącymi na obczyźnie, to mamy szansę na powrót do ojczyzny z jeszcze gorszym poziomem niż sprzed wyjazdu. 

👉Po czwarte, trochę związane z tym co powyżej, bo język to styl życia. Mówiąc krótko: to ma nam wejść w nawyk, tak jak mycie zębów po posiłkach. Wyrabianie samodyscypliny i nawyku trochę trwa, ale bez tego nie jesteśmy w stanie opanować jakiejkolwiek nowej umiejętności, szczególnie tak złożonej jak biegłe posługiwanie się językiem obcym.

👉Last but not least, bo zapominamy, więc im częstszy kontakt z językiem, tym siłą rzeczy częstsze jego utrwalanie i zapamiętywanie informacji na dłużej. Tak po prostu. Słówek typu: cat, dog, good morning etc. nie zapominamy, bo słyszeliśmy/widzieliśmy je milion razy w różnych dialogach, filmikach, kolorowankach,  kartkach pocztowych, podręcznikach itp. Analogicznie więc wygląda to w przypadku uczenia się nowych konstrukcji gramatycznych, słówek, trudniejszych wyrażeń - dzięki codziennej nauce po prostu to wszystko powtarzamy (nawet nieświadomie), choćby poprzez obejrzenie filmiku, w którym daną konstrukcję ponownie wysłyszymy, czy to dzięki jakiemuś artykułowi, w którym dane słówko wystąpi w jakimś innym kontekście i w końcu wejdzie nam ono na dobre do głowy. 

A jakie jest Wasze podejście? Nauka codzienna czy pojedyncze zrywy? 😀


JAK W MIESIĄC POPRAWIĆ MÓWIENIE W JĘZYKU OBCYM I WSKOCZYĆ NA WYŻSZY POZIOM? (KONKRETY)

Tytułem wstępu (nie mogę się powstrzymać) przypomnę tylko, że nauka języka powinna być holistyczna, czyli efektywnie powinno się pracować nad 4 (5)  kompetencjami: mówieniem, pisaniem, czytaniem, słuchaniem (i 5. - gramatyką). Nie da się nauczyć języka tylko i wyłącznie poprzez rozwijanie jednej kompetencji. 

JEDNAKŻE można od czasu do czasu rzeczywiście zorganizować sobie taki ,,zmasowany atak" na jedną z umiejętności i w tym poście opiszę dokładnie co i jak.


Miesiąc liczy średnio 30 dni, dlatego też wybieramy sobie aż 30 tematów do opracowania i do omówienia każdego dnia. 

⬇️PRZYKŁADOWE LISTY TEMATÓW ZNAJDZIESZ NA SAMYM DOLE ⬇️

Nie będę oryginalna i posłużę się do opisania dokładnej ,,instrukcji postępowania" jednym z bardziej wyświechtanych tematów jakim jest ,,ochrona środowiska/dbanie o środowisko".

(Dlaczego akurat to? 1) częsty temat na certyfikaty, 2) temat ostatnio bardzo popularny [i dobrze!], 3) jest to dosyć obrazowy przykład przez co łatwiej mi dokładnie opisać co i jak)

#KROK 1 - Znajdź słownictwo związane z tematem i przetłumacz je na język obcy

W przypadku np. języka angielskiego (environmental protection) możemy wyszukać takich słów jak: to global warming, pollute, acid rains, ecosystem, carbon dioxide, habitat, climate change, recycle, throw away etc. Oczywiście nie są to wszystkie słówka - szukasz tego czego Ty potrzebujesz, co Tobie się kojarzy z danym tematem, co Ciebie inspiruje (może znajdziesz jakieś ciekawe artykuły, które wpadną Ci w oko itd.)

Pamiętaj jednak żeby nie przesadzić z liczbą słówek! Języka uczymy się powoli i spokojnie. I próba nauczenia się na szybko nowego słownictwa w ilości hurtowej jest z góry spisana na porażkę!

#KROK 2 - Obejrzyj krótki film dotyczący wybranego tematu i związany ze słownictwem, którego chcesz użyć. 

Nie musi się pokrywać z Twoimi słowami w 100%, wystarczy żeby był trochę z tym związany. Być może zainteresuje Cię jakaś użyta  w nim konstrukcja albo wyłapiesz ze słuchu jakieś inne słowa, które Ci się spodobają i będziesz chciał ich użyć.

#KROK 3 - Napisz swoją wypowiedź dotyczącą wybranego tematu.

Postaraj się wykorzystać struktury gramatyczne, które już znasz. Jeśli jednak przykładowo nie umiesz ułożyć zdania w stronie biernej, ale chciałbyś spróbować się tego nauczyć, to nic nie stoi na przeszkodzie abyś sprawdził jak takie zdanie zbudować. Jest to świetny sposób nauki nowego zagadnienia gramatycznego. Pamiętaj też żeby nie wgłębiać się od razu w całe zagadnienie! Potrzebujesz tylko i wyłącznie konkretnej konstrukcji a nie wszystkich informacji związanych z tym działem gramatyki i milionem wyjątków! Mniej znaczy więcej + co za dużo to nie zdrowo!

#KROK 4 - Sprawdź swoje zdania przy użyciu Internetu albo z nauczycielem

Polecam googlowanie, context.reverso oraz fora językowe. To 3 dobre źródła żeby sprawdzić napisane prze siebie zdania samodzielnie. Istnieje też coś takiego jak proofreading, ale z reguły jest to płatne. Jeśli jednak mamy nauczyciela bądź znamy kogoś, kto mógłby nam pomóc - to problem sam się rozwiąże :). 

#KROK 5 - Powiedz z pamięci swoją wypowiedź. Nie musi być 1:1.

I dobrnęliśmy do końca, bo przed nami punkt najważniejszy. Po prostu zbuduj na głos swoją wypowiedź. Możesz wcześniej nauczyć się Twojego ,,wypracowania na pamięć", możesz też tylko go przeczytać i następnie powiedzieć na głos metodą ,,trochę z pamięci, trochę improwizacji" lub możesz po prostu polecieć na spontanie i spróbować wypowiedzieć się na ten temat bez jakiegokolwiek wcześniejszego przygotowania. Wszystko zależy od Ciebie. Ja jednak osobiście polecam ,,metodę" 1 bądź 2-gą.

Tak wygląda moja propozycja wyzwania. Każdy kolejny dzień (tylko z nowym tematem) może przebiegać w przedstawiony przeze mnie sposób. Jeśli zdecydujesz się skorzystać z moich rad, to pamiętaj aby powyższą instrukcję dostosować do siebie. Jak widzisz, mimo że główny nacisk wyzwania kładziony jest na mówienie, to tak naprawdę rozwijamy wszystkie kompetencje językowe (obejrzenie filmiku, słownictwo, pisanie itd.). Trzymam kciuki i życzę powodzenia!

Poniżej znajduje się obiecana lista ,,zagadnień" a raczej linki do konkretnych stron w zależności od języka. Możesz też oczywiście znaleźć własny spis. 

JĘZYK ANGIELSKI - LISTA

Oral exams topics pdf

tematy do IELTS ale bardzo uniwersalne

Lista z Cambridge

JĘZYK NIEMIECKI - LISTA

Tematy rozpisane na poziomy A1-C1

Niveau A1-C1

Tematy zw. z Harrym Potterem z mojego postu


A jakie Ty masz pomysły by w ciekawy sposób rozwijać język? 😀

Jak słuchać w języku obcym?

Pamiętam jak kiedyś, na początku mojej przygody z niemieckim, moja ukochana nauczycielka zapowiedziała mi, że będziemy pracować na autentycznych materiałach do nauki języka i mam sobie obejrzeć na następne zajęcia filmik, na podstawie którego będziemy rozmawiać, prowadzić dalsze dyskusje etc. I pamiętam, że powiedziała wtedy jedno kluczowe zdanie: 

"Tylko serio! Nie zniechęcaj się jak czegoś nie zrozumiesz, jak będziesz musiała wysłuchiwać tego materiału po kilka razy żeby w w ogóle coś z tego wyłuskać. Teraz być może tak jest, ale z czasem wystarczy Ci przesłuchanie czegoś raz, góra dwa i zrozumiesz praktycznie wszystko. A potem to będziesz słuchać i gotować obiad i zdziwisz się, że zrozumiesz wszystko."


 I tak było. Początkowo ciężko, czułam się jak debil, bo przecież byłam już po eksperymencie z Harrym Potterem [klik] (i i tak było o wiele lepiej niż przed maratonem z HP), ale nadal nie rozumiałam zbyt wiele. Ale zawzięłam się i wyszło mi to na dobre. 

Co więc zrobić, żeby dojść do takiego poziomu, że będziecie gotować i słuchać jednocześnie i rozumieć wszystko, czego słuchacie?

Nie będę Wam ściemniać, że osiągniecie to w 5 minut i że nie będzie to w ogóle frustrujące, ale postaram się Wam uprzyjemnić cały ten proces na tyle, na ile potrafię. 

👉Słuchaj tego co lubisz, co Cię interesuje

Nie znoszę gier zespołowych. No nienawidzę po prostu. Jaki więc mam interes w tym żeby słuchać wywiadu z siatkarzem czy słuchać przebiegu meczu piłki nożnej bądź słuchać ile treningów na godzinę ma jakiś tam koszykarz? Żaden. Byłaby to dla mnie tortura obojętnie w jakim języku miałoby się to odbywać. 

Dlatego więc wyszukuję takich materiałów, które dla MNIE są interesujące bądź potrzebne. Interesowała mnie kwestia (i jednocześnie było mi potrzebna) organów Unii Europejskiej - tego jak funkcjonują, jakie mają kompetencje, jak się nazywają etc. Włączyłam sobie więc filmik poświęcony tej tematyce i skorzystałam na tym podwójnie. 

👉Bazuj tylko na materiałach autentycznych BEZ NAPISÓW

Słuchamy tylko żywego języka a nie nagrań, które dołączane są do podręcznika i innych tego typu. I jak w punkcie wyżej BEZ NAPISÓW. Koniec! Naprawdę nie ma innej opcji, nawet jeśli jesteś na poziomie A0 ("A ZERO"= zwanym przez mojego kolegę "prebasic", czyli totalnie początkującym). To jest chyba najbardziej frustrujący etap nauki, ale jak chcesz się nauczyć języka, to niestety nie ma wyjścia. Trzeba zacisnąć zęby i przez to przejść. Ostatecznie, ale już naprawdę, tylko jeśli jesteś totalnie zniechęcony, to na początku Z NAPISAMI W JĘZYKU OBCYM. Nigdy nie z napisami polskimi i pamiętaj też, że ta uproszczona opcja (oglądanie w języku obcym z napisami w języku obcym) też tylko przez jakiś czas, bo potem lepiej jest przerzucić się na słuchanie bez transkrypcji. TAK! NAWET JEŚLI NIE ZROZUMIESZ ANI SŁOWA TO BEZ NAPISÓW! 

Wiem, że jestem dosyć złośliwa (a tak naprawdę, to zależy mi na dobru moich uczniów) i specjalnie wysyłam im materiały audio-video, które nie mają żadnych napisów. 😏 W dobrej wierze - po prostu nie chcę żeby ich korciło ;-).

👉Notuj to, czego słuchasz

Może to polegać na robieniu sobie dyktanda, ale niekoniecznie. Przykładowo - moi uczniowie (a są na różnym poziomie) mają praktycznie zawsze za zadanie obejrzeć filmik (np. Galileo jeśli mowa o nauce języka niemieckiego) o którym my potem na lekcji ROZMAWIAMY. W związku z tym, że oni na ten temat muszą umieć się potem wypowiedzieć, samo przesłuchanie filmiku nic im nie da. W związku z tym, wielu moich uczniów (ja też tak robiłam jak sama się uczyłam języków) wypisuje sobie słowa kluczowe albo np. zdania, frazy, które im się podobają. Ba! Wypisują też "rzeczy", których nie zrozumieli, które sami próbowali sprawdzić, ale z jakichś względów im to nie wyszło i potem proszą mnie o wyjaśnienie. Prawda jest taka: taki filmik / materiał audio (może to być przecież podcast) nasz mózg musi w pewien sposób "przetrawić". Po drugie, gwarantuję Wam, że fakt, że usiądziecie do takiego filmiku z kartką papieru i długopisem oraz z nastawieniem, że chcecie wynotować kluczowe słowa, spowoduje, że Wasza koncentracja wzrośnie. A żeby się osłuchać trzeba być uważnym, skoncentrowanym i skupionym tylko na słuchaniu a nie otaczającej nasz rzeczywistości. 

*mały spoiler: te hasła kluczowe są potem pomocne do zbudowania własnej wypowiedzi/streszczenia filmiku/bycia przygotowanym do dalszej dyskusji/zbudowania własnej bazy słów, które nam się z danym tematem kojarzą. 

👉Słuchaj piosenek 

O tym jak uczyć się języka obcego na podstawie piosenek pisałam tutaj. Jest to jak najbardziej efektywna oraz przyjemna forma nauki języka. 

👉Słuchaj, słuchaj i jeszcze raz słuchaj

Nie poddawaj się jeśli nadal Ci to nie wychodzi. Trzeba się uzbroić w cierpliwość i wiem, że jest to trudne. Niestety nie osłuchasz się w tydzień. Po prostu nie ma takiej możliwości. Ten proces trwa długi i zależy też od czasu, który na słuchanie poświęcisz. Ale powiem jedno - warto! Czas i tak sobie leci, bez względu na to jak go spożytkujemy. Gwarantuję Ci, że satysfakcja jak w końcu zrozumie się swój ulubiony serial jest nieporównywalnie większa od trudu, który w ten proces włożyliśmy. 

P.S. W ćwiczeniu słuchania chodzi o dojście do takiego etapu, że obcokrajowcy przestają w naszych oczach/uszach ,,seplenić" i jesteśmy na tyle osłuchani, że co najwyżej nie rozumiemy czegoś, bo nie znamy znaczenia danego słowa a nie jesteśmy w stanie zrozumieć o co chodzi z kontekstu. A do melodii języka, szybkości wypowiadanych przez native'ów słów jesteśmy już przyzwyczajeni. Samo słuchanie nie powoduje oczywiście, że nagle zrozumiemy wszystko, bo bez nauki słów nie da się tego osiągnąć. Dlatego najlepiej z takiego filmiku [filmu/serialu] wynotować sobie kilka słów, które się usłyszy, następnie je sobie przetłumaczyć i ułożyć zdania. I lepiej częściej sobie obejrzeć krótkie videos na youtubie i wynotować np. do każdego z filmików do 10 słówek i przetworzyć to w formie ułożenia własnych zdań, niż na raz obejrzeć tylko 2 filmy i nic z tym nie zrobić. 

A jakie jest Wasze doświadczenie związane ze słuchaniem w języku obcym? Macie jakieś sprawdzone sposoby? 

Jak powinny wyglądać lekcje języka obcego?

Po pierwsze muszę przyznać, że nie lubię określenia "powinna/o/y" - wiadomo, że jest sprawą indywidualną to, jak takie lekcje powinny wyglądać. 

Po drugie mam stałych uczniów (łącznie 4 osoby) i to na nich się skupiam. Lekcje języka, tak jak pisałam w zakładce O MNIE, to mimo wszystko dodatek, bo na co dzień zajmuję się czymś zupełnie innym. Tak, moi uczniowie również o tym wiedzą. 😀

W tym poście po prostu opiszę Wam jak prowadzę lekcje języka. Mam nadzieję, że post okaże się ciekawy i może zainspiruje Was do jakichś zmian w waszych lekcjach z nauczycielem bądź nawet do pracy własnej.  Zatem do dzieła!


Kilka uwag tytułem wstępu:

👉 lekcje odbywają się głównie online a w pandemii to już tylko online 😀

👉lekcje odbywają się tylko po angielsku bądź niemiecku, poza tłumaczeniem niejasności, gramatyki lub czegoś, co mimo tłumaczenia  na łatwiejsze sposoby w j. obcym nadal nie jest jasne*

*i tutaj gwiazdka- pierwsze kilka lekcji to taryfa ulgowa dla mojego nowego ucznia. Zdaję sobie sprawę, że przychodzą do mnie uczniowie z różnymi doświadczeniami językowymi (nie zawsze pozytywnymi), różną osobowością, z różnym poziomem i z różną barierą językową. Lekcja ma być efektywna, ale jednak przede wszystkim bezstresowa, przyjemna i ma nie wywierać na uczniu presji. Nie chodzi o to, żeby się zajechać i zrazić!

👉 do poziomu B1 dobrze jakby lekcje odbywały się 2 razy w tygodniu, od poziomu B1+ raz. 

👉 zadaję dosyć dużo zadania (jeden z byłych uczniów stwierdził, że jestem językową terrorystką, ale powiedział mi to wręczając piękny bukiet kwiatów - więc może jednak nie jest ze mną tak źle?😏

👉 nie pracuję na sztucznych materiałach (standaryzowanych książkach), chyba że w ramach zadania domowego i:

- pracujemy na tekście ze standaryzowanego podręcznika (np.z Upstreama Advanced, którego lubię), ale robimy to "po mojemu"

- ma to na celu utrwalenie wiedzy (najczęściej z gramatyki)

- uczeń przygotowuje się do matury czy certyfikatu i w takiej sytuacji siłą rzeczy trzeba ćwiczyć zadania testowe i arkusze

👉najważniejsze: na lekcji robimy to, czego nie da się zrobić samemu (rozmawiamy, tłumaczę niejasności, poprawiam błędy z zad.dom., poprawiam wymowę, etc.) - czytanie tekstów (i ich tłumaczenie), słuchanie, wypracowania - to wszystko robi uczeń w DOMU. Szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie brać kasy za to, że uczeń w mojej obecności będzie wpisywał słówka w lukę albo zaznaczał odpowiednią formę gramatyczną w zadaniu a,b,c. Szanuję moich uczniów i ich pieniądze i sama źle bym się czuła z braniem kasy za tak nieefektywne zajęcia. Ale to moje zdanie

No dobra to tyle tytułem przydługiego wstępu. Jak więc przykładowo wygląda lekcja ze mną i praca własna ucznia?

Zarys przebiegu lekcji z uczennicą, z którą mam raz w tygodniu (poziom B1/B2)

ZADANIE DOMOWE:

  • obejrzenie filmiku(ów) na dany temat (np. Galileo, BBC, etc.)
  • przeczytanie tekstu (i ewentualnie przetłumaczenie go), który następnie będzie stanowił punkt wyjścia do naszej dyskusji 
  • napisanie wypracowania (aktywna nauka ucznia, ćwiczenie pisania)
  • zrobienie innych zadań, które zadałam / arkusza certyfikatowego/maturalnego 
  • ewentualnie inne
Podsumowując: uczeń na lekcję przychodzi ,,z czymś" - samodzielnie w domu robi to, do czego ja nie jestem mu potrzebna. Dzięki temu ma codzienny kontakt z językiem, ćwiczy wszystkie umiejętności (filmik - słuchanie/osłuchiwanie się z wymową, akcentem, pisanie wypracowania, ćwiczenie struktur gramatycznych, czytanie etc.). Naukę zawsze rozplanowuję uczniowi w sposób konkretny, tak żeby zajęło mu to ok.30 min dziennie. Jest to wg mnie czas optymalny :). Ale są też uczniowie, którzy proszą o dodatkowe zadania, bo nadal czują niedosyt. ;-)

LEKCJA:

  • krótka "rozmowa obyczajowa", oczywiście od razu w języku obcym (cześć, co u Ciebie? Jak Ci leci? Co robiłaś w tym tygodniu? Co Cię zainteresowało? etc.) 
  • wyjaśniam wątpliwości ogólne / wątpliwości związane z zadaniem domowym / omawiam błędy z wypracowania / rozszerzam wiedzę, słownictwo / ciekawostki etc.
  • rozmowa a raczej dyskusja związana z zadanym tematem (filmikiem, tekstem)
  • dyskusja związana z konkretnym zagadnieniem (za i przeciw)
  • gramatyka, którą ja wprowadzam po kawałku i ćwiczymy to w formie mówienia (nie wyobrażam sobie nagle na hip-hip-hurra wprowadzić uczniowi całą stronę bierną, bo to jest nie do zapamiętania. Wprowadziłabym mu kawałek tego zagadnienia żeby na spokojnie to od razu przećwiczył a potem na kolejnej lekcji znowu kawałek itd.) [Przy źle wprowadzonej gramatyce struktury będą się mylić, uczeń nie będzie ich używać i będzie czuł się niedouczony {uczucie "braków w gramatyce"}]
Podsumowanie: jestem w 100% zaangażowana w lekcję i naprawdę jestem zmęczona (pozytywnie) a uczeń nie marnuje czasu. Przede wszystkim jestem po to żeby ćwiczyć mówienie, do którego uczeń miał zadanie się w pewien sposób przygotować. Jako nauczycielka kładę też nacisk na pisanie prac pisemnych, które następnie sprawdzam, bo od tego jestem ;)

Oczywiście to co powyżej to tylko zarys, bo jest wiele odstępstw i modyfikacji. Wszystko zależy od ucznia, poziomu i wieelu innych czynników. To, że mam indywidualne podejście do każdego ucznia to nie jest pusty frazes, tylko oczywista oczywistość 😀. Często też daję uczniom odpowiedzi do arkuszy czy danego typu zadań, bo traktuję ich jak osoby dorosłe (którymi prawie wszyscy są). Mogą sobie sami sprawdzić odpowiedzi a dopiero jak mają jakieś wątpliwości bądź czegoś nie rozumieją to ja wkraczam do akcji. 
I na koniec pamiętajcie o jednym: język składa się z 5 "podkompetencji": słuchania, czytania, mówienia i pisania (ta piąta to gramatyka). Żeby znać język dobrze trzeba umieć je wszystkie. 

A jak wyglądają Wasze lekcje? Co Wam w nich najbardziej odpowiada?